Dziś zobaczyłam jak dawno na blogu nie pisałam, a ponieważ szycie chwilowo zawiesiłam, a robótka drutowa nie jest skończona to postanowiłam rozpocząć dyskusję na temat - dlaczego zaczęłyście szyć? czy była to przemyślana decyzja o pójściu do szkoły krawieckiej czy też impuls, który przy oglądaniu ciuchów w sklepie Wam podpowiedział "130 zł za skrawek materiału??? sama lepszy uszyję" :).
Ja przedwczoraj porządkując zdjęcia na komputerze trafiłam na to jedno przez które zapragnęłam nauczyć się szyć. Dwa czy trzy lata temu przeglądając kołdry patchworkowe trafiłam na to zdjęcie ( niestety nie znam adresu strony z której pochodzi zdjęcie)
i co tu dużo mówić zapragnełam taką mieć! powoli dojrzałam do kupna maszyny, przeszłam pierwsze próby nauki sztuki patchworku po czym poszłam na kurs projektowania i szycia ubrań :). Ciuchy mnie bardziej wciągnęły niz patchwork, ale nie żałuję zwłaszcza, że nie jest powiedziane, iż kiedyś nie uszyję podobnej kołderki :)
A jak to było u Was z początkami szycia? i przede wszystkiem dlaczego się zaczęło?
Ja przedwczoraj porządkując zdjęcia na komputerze trafiłam na to jedno przez które zapragnęłam nauczyć się szyć. Dwa czy trzy lata temu przeglądając kołdry patchworkowe trafiłam na to zdjęcie ( niestety nie znam adresu strony z której pochodzi zdjęcie)
i co tu dużo mówić zapragnełam taką mieć! powoli dojrzałam do kupna maszyny, przeszłam pierwsze próby nauki sztuki patchworku po czym poszłam na kurs projektowania i szycia ubrań :). Ciuchy mnie bardziej wciągnęły niz patchwork, ale nie żałuję zwłaszcza, że nie jest powiedziane, iż kiedyś nie uszyję podobnej kołderki :)
A jak to było u Was z początkami szycia? i przede wszystkiem dlaczego się zaczęło?

Zdjęcie rzeczywiście śliczne:-) Ja szyłam już chyba w kołysce:-) W domu maszyna była od zawsze i od zawsze mnie do niej ciągneło. A, że moje nastoletnie życie przypadło na smutne lata osiemdziesiąte to ta umiejętność bardzo się przydała:-) A teraz to czysta przyjemność!Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńu mnie jak powyzej, co do slowa.....z tym ze ja nigdy nie poznalam technik krawieckich w szkolach tylko cos gdzies tam u kogos widzialam....jakos sobie radze i kocham to :)
OdpowiedzUsuńfajna Twoja historia :) Ja zaczęłam w sumie szyć głównie dlatego, że jako studentka chciałam coś dawać mojemu siostrzeńcowi, który się urodził akurat wtedy, a ceny ubranek dla dzieci mnie powalały totalnie . :)
OdpowiedzUsuńNajpierw szyłam z konieczności dla dzieci ,jak były małe,potem przerwa,bo nikt w moim szytym ubiorze już nie chciał chodzić.Wiadomo nastolatki chciały inaczej..Teraz szyje dla przyjemności ,sprawia mi to wielką radość i daje zadowolenie,a szczególnie wtedy,kiedy uda się zrobić coś naprawdę fajnego,szczególnie lubię szyć torby!! Próbuje też zabawy z patchworkiem :)
OdpowiedzUsuńU mnie zaczęło się od tego, że Ty mi kazałaś :P Więc wiesz, wyrazy wdzięczności i w ogóle :*
OdpowiedzUsuńZaczęłam szyć w liceum, dzięki mamie i szkole, miałam taki przedmiot nazywał się on gospodarka odzieżą, na której nie tylko się szyło ale poznawało właściwości materiałów i takie tam inne wiadomości, potem było krucho z kasą więc szyłam sukienki na co dzień i nie na co dzień. Długie lata przerwy bo maszyna była wkurzająca i odbierała chęci. A wróciłam ponad rok temu. Najpierw dostałam w pracy używaną maszynę i wprowadziłam do zajęć terapeutycznych nową technikę. I mi i moim podopiecznym się spodobało, pomyślałam kupię sobie nową na miarę możliwości finansowych i umiejętności. I tak wróciłam do szycia.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam (;
Ja zaczęłam szyć, gdy jako nastolatka nie mogłam nic kupić fajnego w rozmiarze 42... Szyję już 14 lat (sama nie wierzę) i nie pamiętam już mojej pierwszej uszytej rzeczy, ale nie wyobrażam sobie mojego życia bez szycia mimo, ze noszę teraz rozmiar... 36.
OdpowiedzUsuńPiękne zdjęcie :) U mnie to dopiero teraz gdzieś rok minie jak zaczęłam szyć. Chciałam na święta zrobić siostrze oryginalny prezent. Przypomniało mi się, że w szafie leży maszyna niby należąca do mamy, którą raz na ruski rok wyciąga jednak tata do skracania spodni. Postanowiłam uszyć siostrze bluzkę. Ćwiczyłam sobie codziennie po trochu, aż w końcu sięgnęłam po wykrój z papavero. Szybie szycie to nie było, ale bluzka wyszła ładna i siostra prezent dostała. Szycie na tyle mi się spodobało, że na jednym ciuszku się nie skończyło :D
OdpowiedzUsuńja zawsze coś tam szyłam... ręcznie :) i ogół otoczenia wiedział, że marzę o maszynie :) po obronie magisterskiej mój ówczesny jeszcze nie teściu poprosił mnie o pomoc w wyborze maszyny do szycia - ja kompletnie nic nie podejrzewając pojechałam z nim do sklepu zadowolona, że pochwalę się moją wiedzą techniczną na temat maszyn hehehe jak tak teraz myślę, to bardzo naiwna byłam :D
OdpowiedzUsuńpomogłam wybrać w odpowiednim przedziale cenowym, tata zapłacił i wręczył mi pudło :D powiedział masz :D za wzorową obronę :D
no powiem Wam byłam w szoku totalnym!! teraz nie było odwrotu... na początku trochę szyłam dla siebie, ale mało... musiałam się "obwąchać" z maszyną :) hehhee z drugą w sumie było podobnie :)
tak na poważnie zaczęłam szyć pod wpływem zdjęć prac patchworkowych - zwłaszcza u Julki z jednoiglca :) nie myśląc już więcej kupiłam odpowiednie materiały i uszyłam pierwszą w życiu kołderkę patchworkową dla kilkumiesięcznej Gabrysi :) potem poszło z górki :) założyłam blog i od 3 lat nie wyobrażam sobie życia bez szmatek, maszyny i patchworku :)
A wiesz... u mnie też zaczęło się od podziwiania patcworkowych dzieł w necie:) i mam u siebie w kompie mnóstwo zdjęć, które szczególnie mi się spodobały albo instrukcji itp. Później zaczęłam bawić się w robienie na drutach, później kupiłam maszynę, a później odłożyłam wszelkie prace ręczne na prawie rok, bo mnie ta maszyna trochę przerosła:P Myślałam, że to wszystko takie hop siup proste, ale wtedy było skomplikowane. No ale jakoś pociągnęłam temat i już maszyny się nie boję:)
OdpowiedzUsuńU mnie zaczęło się od tego, że zleciłam krawcowej uszycie spódnicy dla mnie i efekt jej pracy mnie nie zadowolił... A że miałam maszynę do szycia, kupioną w celu drobnych przeróbek i szycia prostych rzeczy do domu, postanowiłam spróbować, czy spódnica jaką sobie wymyśliłam jest możliwa do stworzenia :-) Okazało się, że tak :-) Powoli rozkręcałam się z moim szyciem i przekonywałam się, że można uszyć dużo więcej jak spódnicę :-) Od jakiś dwóch lat jestem ciężko uzależniona od szycia ;D
OdpowiedzUsuńW 4 klasie podstawówki, przed świętami Bożego Narodzenia, pomyślałam, że skoro nie mam wystarczająco pieniędzy,by kupić wszystkim prezenty-zrobię sama.Mamie postanowiłam uszyć bluzkę.... Ręcznie...Problem wyszedł z tego,nie prezent , bo bluzka była z ulubionego szlafroka mamy..I tak się zaczęło:) Później pierwsza maszyna- dla lalek-ręczna na pokrętło (dzięki której posypały się pierwsze zamówienia od koleżanek sprzed bloku- na spódniczki z inletu/wkłądu pościelowego :) ), całe lata marzeń o prawdziwej maszynie...aż się marzenie spełniło:) Pozdrawiam serdecznie:)
OdpowiedzUsuńPiękny komplet, marzenie. Moje szycie ja z tych co sama się uczą;) zaraz po ślubie dostałam starą maszynę i tak się zaczęło od urodzenia i obszywania córki, potem drugiej a teraz szycie to moje życie;)
OdpowiedzUsuńWe mnie Szycie Krok Po Kroku Burdy wzbudziło takie emocje, że trudno to opisać. Kupiłam ten numer i oglądałam ją, oglądałam, oglądałam (wciąż bardzo emocjonalnie) aż w końcu postanowiłam coś uszyć. Trwało to jakieś dwa lata aż się rozkręciłam w temacie:)
OdpowiedzUsuńJa szyję od ok 2 lat, wcześniej zdarzyło mi się coś tam zszyć, ale typu poszewka na poduszkę więc takie proste rzeczy, ciągle się uczę i sprawia mi to przyjemność, jedynie czasu mało. W domu zawsze była maszyna, ojciec i dziadek byli krawcami, dziadek szył kostiumy w Teatrze Dramatycznym. Mama też szyła z zamiłowania, dlatego mam to chyba we krwi. Uwielbiam to :)))
OdpowiedzUsuńMnie zawsze pociągały prace wykonane ręcznie i samodzielnie. Kiedy miałam 6 lat mama nauczyła mnie podstawowych ściegów na drutach. Nie była to łatwa sprawa, gdyż mama jest leworęczna. Rok później wymęczyłam babcię i nauczyła mnie szydełkowania. Trudno było ją namówić, bo nie wierzyła, że taka mała dziewczynka będzie w stanie się nauczyć szydełkować. Szybko zechciałam rozszerzyć swoje umiejętności i w 2 klasie podstawówki zaczęłam przeglądać książeczki (tam, gdzie było więcej obrazków) opisujące techniki haftu i wyszywania krzyżykiem. Swoją pierwszą wyszywaną zakładkę do książki zrobiłam mając 8 lat. Gdy już z tymi technikami jakoś mi poszło, w końcu mama pozwoliła mi "podchodzić" do swojej maszyny do szycia - Łucznik (ciężka okropnie). Swoją pierwszą poważną rzecz uszyłam na rozpoczęcie roku szkolnego w 4 klasie - biała bluzka z zakładkami z przodu. Jaka byłam dumna z niej. I tak szyję, dziergiam, wyszywam i haftuję ponad 30 lat. Teraz też zaczęłam dla moich małych dzieci. Największy hit ostatni to maska spider-mana :-)))
OdpowiedzUsuń