Nitka 3-ply czyli pierwsze koty za płoty

U mnie wciąż o przędzeniu, będzie do bólu o tym bo wciągnęło mnie, zafascynowało i zabrało moją duszę na zawsze :).
Wczoraj poczyniłam pierwsze próby połączenia ze soba trzech pojedynczych nitek ( tzw. singli) w jedną nić zwaną 3-ply. Użyłam do tego 3 różnych kolorów, aby widzieć dokładnie jak to się układa, nad czym muszę popracować no i w ogóle "z czym to się je". Pojedyncze nitki uprzędłam z różną grubością bo wydawało mi się, że będzie to fajnie wyglądać i widziałam już podobne w sieci, zamierzony efekt mi wyszedł i myślę, że zrobię z tego coś fajnego :)




Przedwczoraj też pobawiłam się w farbowanie wełny na jeden kolor, jaśniejszy i ciemniejszy ton i tu efekt także mnie nie rozczarował, co więcej czesanki nie są zbite, a aksamitne w dotyku oraz  kolory wyszły takie jakie chciałam ( jak to człowiekowi czasami wszystko z górki idzie :)).





A dziś mam w planach nauczyć sie metody navajo, a co!

Komentarze

  1. Zazdroszczę! Moje warsztaty wrzeciona jednak nie wypalą, pozostaje czekać do listopada... :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo mi sie u Ciebie podoba i z przyjemnością będę zaglądać:) Oj ilu jeszcze ciekawych rzeczy chciałabym się nauczyć:) Tylko skąd na to wszystko wziąć czas;( Pozdrawiam cieplutko i zapraszam do siebie. Ania

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz